• Wpisów:3
  • Średnio co: 356 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:37
  • Licznik odwiedzin:1 339 / 1425 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
To na co patrzyła w żadnym stopniu nie przypominało zwierzęcia. Mimo to, w głębi serca, w najdalszych zakamarkach jej umysłu wiedziała, że to nie jest pierwszy raz kiedy spotkała owe monstrum. Stwór był mocno przygarbiony, gdyby się tylko wyprostował, dosięgałby z pewnością do jej piersi. Z wyglądu przypominał hybrydę chochlika i goblina. Sama nie była w stanie stwierdzić co było bardziej podobne. Patrzył na nią przez dłuższą chwilę, po czym z jego gardła wydarł się dźwięk na podobiznę warkotu oszalałego, zdziczałego zwierzęcia. Raniący uszy odgłos trwał kilka sekund, na chwilę ustępował, gdy stwór brał tchnienie i zaczynał wyć na nowo. Uczucie mdłości czy strachu nie przemijało, wręcz przeciwnie - bezustannie wzrastało. Jednak panujące emocje to zaledwie detale, w porównaniu z tym co rozgrywało się w jej umyśle. Głowa napełniona była po brzegi znakami zapytania. Nie miała za wiele czasu, by się nad tym zastanawiać, ponieważ zza drzew wyłoniły się kolejne formy życia, z urody dostatecznie przypominające poprzednika. Bez wątpienia to był jeden i ten sam gatunek, który jak przypuszczała nie stał w żadnym stopniu na wyginięciu.
A może to mi się jedynie śni? Przecież to niemożliwe… coś takiego nie ma prawa istnieć, jednakże… przecież czuję utrudzenie, każdy najmniejszy podmuch wiatru, napięcie. Do moich uszu docierają słodkie śpiewy ptaków, czuję cały otaczający mnie las… to nie jest sen! - przez umysł dziewczyny przeszła kakofonia sprzecznych myśli pozostawiających ją w niewiedzy. Przyglądała się im, nie będąc pewna jak ma zareagować. Nadal panicznie się bała, ale w uciecze nie miała żadnych szans, po przebytym przed chwilą biegu. Potwory wydawały porozumiewać się miedzy sobą, a jednocześnie bacznie ją obserwowały. Czyżby nie miały zamiaru jej atakować…?
Cicha nadzieje zaczynała powoli gasnąć, gdy na jej sylwetkę skierowały się wszystkie pary ślepi, a u rąk zaczynały wyrastać długie niczym brzytwy pazury. I tak o to jej optymizm znikł równie szybko, jak się pojawił. Aż nazbyt wiedziała, że nie ma szans, choćby ze względu na liczebność, nie wspominając o budowie przeciwników czy na jej kompletny brak wiedzy o walce i zmęczenie. Orianna nie należała do osób, które poddają się tak łatwo, bez walki. Co jej po tym jak i tak stała na straconej pozycji? Nie chciała się zniechęcić nie podejmując żadnych działań. Podniosła z ziemi pobliską gałąź, która była jej jedyną bronią. Przyjęła pozę wojowniczki i czekała na pierwszy atak. Dziwactwa powoli, ze stoickim spokojem zaczęły zbliżać się do niej z obrzydliwym grymasem pyska, przypominającym ironiczny uśmiech. Z każdą sekundą strach zamieniał się w adrenalinę. Przed ostatecznym atakiem, po lesie rozległ się melodyjny śpiew przypominający ćwierkot drozda. Właśnie wtem stała się kolejna zaskakująca rzecz. Z drzew zeskoczyły kolejne, inne istoty. Tym razem te były znośne dla oka i wydawały się przyjaźnie nastawione. Samo patrzenie na nich napawało serce ogromną radością i… nostalgią? Tak, bez wątpienia czuła ogromną tęsknotę. Nie były za wielkie, ot co ludzkich rozmiarów i nawet w pewnym stopniu przypominały ludzi, gdyby nie fakt, że uszy miały szpiczaste, a urodę nieskazitelną. Czyżby elfy? Nie przypominały kruchych istot jak to zawsze w legendach były przedstawiane. Niektóre z nich były dość dobrze opancerzone. Każdy z nich posiadał co najmniej jedną rzecz do samoobrony i liczyły mniej więcej piętnastoosobową grupę.
- Uciekaj! - wydał jeden z nich dźwięk.
A jednak plotki krążące o tym zakamarku były prawdą? Czy miała uciekać? Tak, powinna ruszyć się z pod tego drzewa jak najszybciej. Nie zastanawiając się czy to dobry pomysł rzuciła się pędem przed siebie odwracając się co jakiś czas z obawą. Urodziwa istotka zwana Orianną nie miała konkretnego obłożonego celu. Chciała po prostu uciec od tej odmiennej rzeczywistości, łudząc się, że zaistniała sytuacja nigdy nie miała miejsca. Biegnąc, tuż przed sobą zauważyła około dwumetrową postać trzymającą w ręku pokaźną igłę, na której zakończeniu znajdowała się lepka substancja. Obcy wyglądem przypominał wyrośniętego elfa z osobliwymi, hebanowymi znakami. W pośpiechu tylko tyle mogła wywnioskować. Odczuciom paniki towarzyszyła trwoga, której nie dało się opisać słowami. Przecież nie miała pojęcia o zamiarach poczwary, która wpatrywała się w nią jak w obraz. Jedak czy to dobry znak? Czyżby kiedyś ją widziała? O włos, a wpadłaby na to monstrualne dziwactwo. Ono jednak odsunęło się pierwsze, pozwalając dziewczynie upaść na twardą glebę. Ciemny stwór czym prędzej poruszył się w stronę przerażonej Orianny. Jego intencję z pewnością nie były dobre jak się okazało. Nieoczekiwanie poczuła lekkie ukucie, które dało się odczuć na lewym ramieniu. Natychmiastowo zdrętwiały jej wszystkie mięśnie ciała, a czarna, nieznajoma sylwetka stojąca przed nią straciła kształt. Obraz rozmazywał się z sekundą na sekundę. Przestała czuć swoje nogi zupełnie jakby były z waty i momentalnie upadła zamykając oczy.
  • awatar Martwica serca`: Bardzo świetnie piszecie. Wszystko jest bardzo spójne i płynne, przez co, czyta się to lekko. Widzę, że wszystko dopiero się rozpędza i czekam na więcej. Mam nadzieje, że efekt budowanego przez was napięcia, nie pęknie jak mydlana bańka :) pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na więcej.
  • awatar faith, hope, love: podoba mi się;)
  • awatar LUDZIMIR: Świetny blog, i na prawdę super piszesz! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Oriannę, jak co dzień od długiego okresu czasu obudziły pierwsze promienie Słońca, które sztywno lizały ziemię. Dziewczyna zwykła codziennie o tej porze wyruszać do lasu. Dlaczego akurat tam, w takie odległe miejsce? Właśnie… nade wszystko najbardziej kochała takie bezdroża. Było to dla niej coś nie przepełniające ją melancholią i niezrozumieniem, które przytłaczało ją z dnia na dzień. Po drobnym ciele owej istoty przeszedł zimny dreszcz…Częściowo jakby zwiastował nadejście czegoś symbolizującego wieczną udrękę i frasunek. I owszem, nie było jej na rękę powtórnie brnąć przez jakże niekończący się ocean inicjatywy, siedzącej wewnątrz niej, tudzież odkąd pamięta. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Była urodziwą, smukła nastolatką o delikatnej urodzie; długich, jaśminowych włosach oraz dużych oczach w kolorze nieboskłonu przepełnionych obojętnością i chłodem. Posiadała także piękny i melodyjny głos, całkiem jakby ktoś grał jej słowami magiczny utwór. Nie integrowała się również szczególnie w społeczeństwo. I chociaż chciała się uwolnić od ludzi… wiedziała, że nie może zostać samotną wyspą, nie może walczyć sama. Do wszystkich działań potrzeba niestety grupy. Bez większych skrupułów mogła przyznać, iż jej życie od dawna wydawało się być napełnione po brzegi paradoksem. Nader urodziwa jak i piękna niewiasta często przyglądała się swojej twarzyczce, która pod żadnym pozorem nie ukazywała emocji siedzącej na dnie jej ubolewającej i wrażliwej duszy.
Zagajnik był magicznym i zachwycającym zakątkiem, w którym dziewczyna mogła przesiadywać całymi dniami. Wydawało się, iż nikt oprócz jej samej tam nie przebywa. Nie było to jednak wstrząsające. Był czas kiedy plotki na jego temat rozchodziły się jak ciepłe bułeczki, a stare przekupki rozpowiadały je wszystkim mieszkańcom. Jej matka chciała uchronić ją przed tym lasem…ale dlaczego? Odkąd tylko sięgała pamięcią, matka surowo zabraniała błąkać jej się w tamtych kierunkach. Mimo, iż było to surowe i stanowcze żądanie, głos zwykle miała przepełniony przesadną troską. Mimo, że miała już dziewiętnaście lat i posiadała prawo do samodzielnego podejmowania decyzji, jej mama nie miała zamiaru dopuścić jej do przekroczenia granicy wykraczającej za miasto. Ludzie mają dziwny zwyczaj lękania się tego co nieznane, wychodzące spoza granic przeciętności. Owszem, kochała swoją matkę nad życie, jednakże człowiek posiada czasem takie instynkty, które nie sposób zagiąć. Codzienny spacer po tamtych odległych od cywilizacji miejscach był jednym z instynktów. To też co ranek, gdy jej matka wyjeżdżała do pracy, wykradała się z domu do swojej własnej, zaczarowanej przestrzeni. Tego dnia było nadzwyczaj ozięble. Kiedy zgrabna panienka przekraczała próg kniei doszła do wniosku, że od początku ktoś ją obserwował.
Jak każdego, takie odczucie przyprawia o lekkie zakłopotanie oraz strach. Z Orianną nie było inaczej. Mimo, że słynęła ze swojego realistycznego podejścia, a w jej sercu oczami innych panowała wieczna zimna, w środku była osobą nadzwyczaj wrażliwą. Bała się rzeczywistości, która ją otacza, a gaj to była idealna odskocznia od jej problemów. Zbliżała się zima, to też noce były dłuższe, a dni krótsze. Słońce ledwo dzisiaj wzeszło nad horyzont, to też w lesie było o wiele ciemniej, niż poza nim. Nie na tyle, by się go bać, ale również nie na tyle, by można było czuć się w nim bezpiecznie. Z dnia na dzień było coraz więcej plotek dotyczących owego boru. Ludzie zwykli mówić, że co jakiś czas słyszą krzyki wydobywające się z głębi. Ciekawscy ludzie, którzy postanawiali się tam wybrać, by obalić teorię strachliwych, wracali przestraszeni będąc pewnymi, że to co widzieli to jedynie wytwory ich umysłów. Nikt z normalnych prawie się tam nie zapuszczał. Była tą jedyną, która nigdy niczego strasznego w nim nie zauważyła, a przeciwnie - czuła się w tam bezpiecznie. Wszystkie jej rozmyślenia trwały kilka sekund, od uczucia czyjegoś wzroku na plecach. Na ziemię sprowadził ją odgłos łamanej przez stopę spróchniałej gałęzi. Co więcej, to nie ona spowodowała ten odgłos. Odwróciła się gwałtownie w stronę, z której dochodził dźwięk. Nic podejrzanego nie zauważyła. Mimo to ciągle słyszała jakieś szmery, jakby jakaś mała istotka sprytnie przemieszczała się między krzewami czyniąc się dla obserwatora niewidzialnym. Jednak żadna żywa istota nie była w stanie wyciszyć dźwięku poruszanych gałęzi. Wykluczyła możliwość, że to zwierzę. To "coś" raczej starało się zwiększyć dystans, niż go skrócić. Mimo tego, to nie był jeden dźwięk. Kolejne dźwięki wydobywały się zza jej pleców. Czyżby była świadkiem czyjeś pogoni? Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, żeby jak najszybciej wracała do domu. Z odgłosów mogła wywnioskować, że została otoczona. Nie miała innej drogi ucieczki, niż tą, którą podążyła poprzednia duszyczka. Bała się niesamowicie; pozwoliła poprowadzić się instynktowi i ruszyła biegiem za swoim poprzednikiem. Naoglądała się wystarczająco filmów, by wiedzieć, że podczas czyjeś pogoni, osoba nie związana ze sprawą powinna pozostać w ukryciu i nie wejść w drogę żadnemu z goniących. Dźwięki stawały się coraz bliższe, lecz po chwili kompletnie ucichły.
Czyżby zmienili kierunek? - przeszło jej przez myśl.
Biegła jeszcze krótszą chwilę, by się upewnić. Zatrzymała się oparta o drzewo i zaczęła łapczywie wdychać świeże powietrze do płuc. Kondycję miała raczej marną, wiele wysiłku kosztował ją tak długi bieg. Po kilku minutach unormowała oddech i bicie swojego serca. Mimo to nadal czuła, że ktoś jest blisko. Stanowczo za blisko. Nim się zorientowała zza drzewa wyszedł przedziwny stwór o szkaradnej urodzie. Jedne spojrzenie wyłupiastych, brązowych ślepi przyprawił ją do tego stopnia, że żołądek związał się jej w supeł, a w głowie dźwięczało tylko jedno słowo odbijające się echem - Yarah!
  • awatar Katti007: superrrr:)))))))))))))
  • awatar Angel ♥: Macie talent ;) na prawdę, jak skończycie pisać tą powieść to starajcie się o wersje książkową ! :D powodzenia z następnymi rozdziałami *.*
  • awatar skandaliczna: Na prawdę super opowiadanie, czekam na więcej.:))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Daleko w świecie, gdzie ludzkim okiem nie sięgnąć, istnieje kraina piękna jak kwiat lotosu i tajemnicza jak wszechświat. Kraina gdzie miłość jest silna, czysta i wieczna, a bezpieczeństwo i spokój każdego wieczoru otula jej mieszkańców do snu. Lecz pewnego dnia nastał czas, który w ułamku sekundy zburzył spokój i harmonię mieszkańców ustępując miejsca wszechogarniającemu chaosowi.
Ruiny zamku zbrukane krwią niewinnych istot, zniszczone lasy i domy - to wszystko co pozostało po krainie wiecznego szczęścia. Spustoszenie obejmowało coraz większą część świata, a ludzka rasa stanęła na skraju wyginięcia. Niegdyś bracia, dziś wrogowie przelewający krew byłych pobratymców.
Gdzieś daleko, gdzie spokój jeszcze nie został zaplamiony cierpieniem, w powietrze zerwało się stado kruków ciemnych jak noc. Zamkową komnatę oświetliło światło księżyca, padając na śpiącą dziewczynę, która otworzyła oczy budząc się z wiecznego snu. Wraz z jej przebudzeniem na niebie wzeszła jedna mała gwiazdka...symbolizująca nadzieję. Nadzieję na odzyskanie spokoju i bezpieczeństwa. A proroctwo rzecze, że na krwawą szachownicę wstąpi zaginiona księżniczka od której losy świata będą zależeć.
  • awatar Angel ♥: To jest świetnę! możesz liczyć na obserwację z mojej strony, będę często zaglądać. Jestem ciekawa co Cię natchnęło do pisania fantastyki, moja droga ;D
  • awatar marionettes: jeju świetny wstęp, nie wiedziałam ze tu takie cuda sie ukrywają xD
  • awatar ewcia28: Powodzenia!!! Ja też zaczynam i wiem,że nie będzie łatwo zdobyć jakieś czytelniczki. Zapraszam do siebie, choc moj blog bardziej o kosmetykach:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›